Galeria

Michał Maciążek - Ziemia kielecka
fot. Michał Maciążek
Galeria

Polecamy również

3D spacer po WDK
Dziś jest poniedziałek, 21 maja 2012. Imieniny: Wiktora i Tymoteusza.

normalnywiększyduży  Drukuj  Generuj PDF  Poleć znajomemu

Obyczaje doroczne

Autor: Barbara Jankowska-Piróg Obyczajowy cykl świąt dorocznych

NIEDZIELA PALMOWA
Niedziela Palmowa przypada siedem dni przed Wielkanocą i rozpoczyna Wielki Tydzień. Upamiętnia przybycie Chrystusa do Jerozolimy. W tym dniu święcono palmy robione z rogoziny i bazi. Gałązki te przystrajane były kwiatami żywymi lub wykonanymi z kolorowej bibuły, ozdabiane trawą, pędami żyta lub pszenicy wtedy, gdy rozpoczęła się już ich wegetacja. Po powrocie z kościoła, po przyniesieniu palmy do domu, każdy z domowników zrywał po jednej bazi i połykał ją, aby zabezpieczyć się przed bólem gardła na cały rok. Poświęconą palmę zatykano za obrazami świętych, umieszczano nad piecem, wkładano w strzechę lub za belkę w stodole, oborze i piwnicy. W celu ochrony przed szkodnikami, ulewami i gradobiciem oraz zapewnienia dobrego urodzaju, palma ustawiana była na polach uprawnych. W czterech rogach obsianego zbożem pola zatykane były też małe krzyżyki wykonane z gałązek palmowych poświęconych w roku ubiegłym.

WIELKANOC
Wielkanoc jest świętem ruchomym, które może przypadać pomiędzy 22 marca a 25 kwietnia. Upamiętnia śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Poprzedzający ją tydzień nazywany jest Wielkim Tygodniem. Ostatnie trzy doby tego tygodnia: Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielka Sobota znane są jako Triduum Paschalne. W czasie Wielkiego Tygodnia obowiązywał post. Był to tak zwany „cichy tydzień”, gdyż w te dni nie wolno było hałasować. W czasie Wielkiego Tygodnia w domu i zagrodzie robione były porządki. Obowiązywało jednak wiele zakazów. W Wielki Czwartek nie wolno było prać kijankami i młócić cepami, gdyż jak wierzono, można był w ten sposób łatwo spowodować uderzenie pioruna lub opady gradu. Uważano, że woda w Wielki Piątek ma moc uzdrawiającą. Przed wschodem słońca należało wykąpać się w rzece lub oblać wodą zaczerpniętą ze studni. Robili to głównie ci, którzy cierpieli na choroby skóry. W drodze nad rzekę i wracając do domu nie wolno było się oglądać i trzeba było uważać, aby nikt nie zobaczył kąpiącego się. Mogło to bowiem spowodować nasilenie choroby.
Dni Triduum Paschalnego były niezwykłe. Łączyło się z nimi wiele wierzeń. Jednym z nich było przekonanie, że w Wielki Piątek czarownice wchodzą tyłem na krzyż przydrożny i w ten sposób profanują go. Pilnowano bacznie, aby w ten dzień nikt obcy nie chodził po wsi, a szczególnie, aby nikt, oprócz rodziny i mieszkańców domu, nie wchodził na podwórko. W strachu przed skutkami działań podejmowanych przez czarownice starano się nawet nie wychodzić z domu, aby nie narazić się i nie zachorować. Przed urokiem zabezpieczano bydło, kropiąc je wodą święconą i bacznie pilnując. W Wielki Piątek czarownice miały wielką moc czarowania. Istniało też przekonanie, że tego dnia czarownice nie chodzą do kościoła. W Wielki Piątek nie wolno było nic pożyczać znajomym, ponieważ wierzono, że temu, który coś pożyczy, zabierze się szczęście z domu. W parafialnych kościołach na Wielką Sobotę przygotowywane były przedstawienia grobu Chrystusa. Wokół grobu w kościołach ustawiane były kwiaty. W nocy z soboty na niedzielę odbywały się adoracje, a grobu pilnowali strażnicy - młodzież przebrana za stróżów, co przypominało wygląd strażaków. Przed kościołami w Wielką Sobotę rozpalane były ogniska z tarniny i cierni głogu. Po mszy i poświęceniu ognia węgielki ze spalonych gałęzi wkładane były do butelek z wodą święconą i zabierane do domu. Przyniesioną wodą święconą, aby ochronić się przed nieszczęściami, kropiono wszystkich domowników, całą izbę i zagrodę. Wodę święconą nalewano do kropielniczki zawieszonej na framudze drzwi, aby każdy, kto wchodzi i chce się przeżegnać, mógł to uczynić. Ogarki poświęconej tarniny wkładane były pod pierwszą skibę w czasie rozpoczynania orki.
W Wielką Sobotę odbywało się święcenie potraw. Przede wszystkim święcone były jajka, po jednym dla każdego domownika. Jajko uważane było przez mieszkańców wsi za symbol Zmartwychwstania. Z innych potraw święcone były: chleb, sól, jabłka, chrzan, ser, kiełbasa, siemię lniane, mięso, pieprz, masło, zboże, kawałek ziemniaka i miód. Sól, według wierzeń, po poświęceniu, miała szczególną moc gaszenia pożarów. Masło przyśpieszało gojenie się ran, a zboże, ziemniaki i miód gwarantował urodzaje. Święcone ziarna zbóż dodawane były do tych przeznaczonych na wysiew. Podobnie poświęcony ziemniak. Chrzan, siemię lniane i pieprz otrzymywały właściwości lecznicze. Chleb, ser, kiełbasa i mięso symbolizowały dostatek i brak głodu. Potrawy przeznaczone do święcenia przybrane były barwinkiem, asparagusem i maciejką. Koszyk przykrywany był serwetką. Do niego wkładano baranka wykonanego z cukru lub kredy oraz kurczątko z cukru. Starano się, by z poświęconego pożywienia nic nie pozostało, a jeżeli już były jakieś resztki, to dawano je zwierzętom domowym lub palono. Nie wolno ich było wyrzucać, gdyż uważano to za grzech. Skorupki od jajek dawano kurom, aby dobrze się niosły, a surowe jajka krowom, aby zabezpieczyć je przed wpływem czarownic. Po powrocie z kościoła święcone pożywienie ustawiano na honorowym miejscu. Nie wolno też było ruszać święconego koszyczka, przestawiać z miejsca na miejsce, aż do Wielkiej Niedzieli. Mogło to bowiem spowodować nadmiar owadów i gryzoni.
Rano w pierwszy dzień świąt Wielkanocy obowiązkowo należało wziąć udział w mszy. Dopiero po powrocie z kościoła do domu przygotowywano uroczyste śniadanie wielkanocne. Najważniejszą potrawą, specjalnie przygotowywaną na to święto, był biały barszcz - żur, gotowany z kiełbasą, mięsem i chrzanem. Gospodarz, najstarszy mężczyzna w rodzinie i właściciel gospodarstwa, dzielił jedno święcone jajko na tyle części, ilu było domowników i wkładał je do barszczu. Przed rozpoczęciem śniadania wielkanocnego trzeba się było przeżegnać, zmówić modlitwę i złożyć wszystkim życzenia. Należało też zadbać o wszystkie hodowane w zagrodzie zwierzęta. Gospodarz dawał im święcone pożywienie i resztki ze śniadania wielkanocnego. W Niedzielę Wielkanocną należało też pójść na cmentarz, aby pomodlić się za dusze zmarłych. Istniało wyobrażenie, że w tym dniu każdy zmarły czekał na odwiedziny swojej najbliższej rodziny. Z tego właśnie powodu pobyt na cmentarzu był konieczny.
W pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych istniał zakaz pracy rozumiany jako ograniczenie wykonywania wszelkich czynności do minimum. Nawet nie wolno było się czesać ani myć. Wszystkie posiłki przygotowywane były wcześniej. Nie wolno było sprzątać, zmywać naczyń, ścielić łóżek, ale też długo spać, odwiedzać znajomych i krewnych, urządzać wesel i zabaw. Wielką Niedzielę należało spędzić w ciszy i na modlitwach. Można było składać wizyty tylko wtedy, gdy chciano skończyć kłótnie i wyjaśnić nieporozumienia, które pojawiły się w rodzinie lub w sąsiedztwie.
W Poniedziałek Wielkanocny rankiem lub wczesnym popołudniem chłopcy lub gospodarze chodzili po polach i stawiali na nich krzyżyki wykonane z palm poświęconych rok wcześniej, które miały chronić zboże od burz. Po mszy sąsiedzi odwiedzali się i składali sobie życzenia. W czasie wizyty częstowali się kawałkami święconego pożywienia i wódką. Rodzice chrzestni dawali swoim chrześniakom podarunki zwane „śmigusem". Były to kraszanki lub pisanki, czyli jajka malowane na Święta Wielkanocne, kiełbasa, ciasta i słodycze. W drugi dzień świąt zaczynali też chodzić po wsi kolędnicy. Byli to odświętnie ubrani kawalerowie, którzy odwiedzali domy, gdzie mieszkały panny i oblewali je wodą lub perfumami. Oblanie dziewczyny wodą, znaczyło, że jest lubiana na wsi i cieszy się powodzeniem wśród kawalerów. Po południu odbywały się zabawy taneczne. W tym dniu można już było urządzać wesela.

DZIEŃ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH I ZADUSZKI
Wierzono, że w dniu Wszystkich Świętych (1 listopada) oraz w nocy z tego dnia na Dzień Zmarłych (2 listopada) dusze przodków odwiedzają domy, w których kiedyś mieszkały. Drzwi domów zostawiano na noc uchylone. Zostawiano też dla dusz na noc chleb na stole. Lepiej było też nie wychodzić z domu po zachodzie słońca, aby nie spotkać ducha. Na grobach zapalano świeczki i układano wieńce z jedliny. Wieszano je także na krzyżach. Do kościoła i na cmentarz wychodzono rano, a wracano do domu dopiero wieczorem. Zabierano więc ze sobą żywność. Na cmentarzu należało zachowywać się dostojnie, poważnie i cicho.
Ze względu na wiarę w obecność dusz zmarłych w świecie ludzi żyjących, tych ostatnich w czasie Zaduszek obowiązywało wiele zakazów. Nie można więc było wymachiwać siekierą w trosce o to, aby wszystkie dusze mogły bez problemów wrócić na miejsce swojego pobytu. Istniała przekonanie, że duszom w ten dzień nie można przeszkadzać. Nie wolno więc było hałasować, prać kijankami, szyć i sprzątać. Zakazane było też w tym dniu grzebanie zmarłych, chociaż do kościoła wstawiano katafalk z otwartą trumną i układano wszystkie przedmioty potrzebne do mszy. Chodziło jednak o to, aby przybywające do kościoła dusze mogły się modlić. Istniało wierzenie, że w nocy z pierwszego na drugi dzień Świąt Zadusznych dusze zmarłych odprawiają swoją własną mszę. W kościele trzeba było zostawić otwarte drzwi, ponieważ dusze mogą przyjść w każdej chwili. Nie wolno też było przebywać w pobliżu kościoła ludziom żywym.

BOŻE NARODZENIE
Zimowe Święta Bożego Narodzenia przypadają na 25 i 26 grudnia. Poprzedzone są wieczerzą wigilijną. Święta te upamiętniają narodziny Jezusa Chrystusa. Czas świętowania poprzedzony jest okresem czterotygodniowego postu, zwanego Adwentem. Każdy dzień od św. Łucji (13 grudnia) do Bożego Narodzenia oraz od Bożego Narodzenia do Trzech Króli (12 dni) był bacznie obserwowany, gdyż istniało wierzenie, że jaka pogoda będzie w ten dzień, taka będzie w poszczególnych miesiącach nadchodzącego roku.
Przed świętami Bożego Narodzenia domy były odnawiane, bielone, przystrajane gałązkami jałowca, jodły lub świerku. Na ścianach umieszczano bukiety kwiatów z kolorowej bibuły. W izbach przy suficie zawieszano ozdoby ze słomy i kolorowej bibułki, zwane pająkami. Było to na pamiątkę tego, że pajęczyna ochraniała Jezusa w stajence, w której się urodził. Na podłodze rozściełano warstwę słomy, aby Pan Jezus miał gdzie odpocząć, gdyż, jak wierzono, odwiedzał domy w noc wigilijną. W kącie izby ustawiany był snop, najczęściej żyta, z kłosami pełnymi ziarna. Zapowiadało to urodzaj na przyszły rok.
W okresie międzywojennym pojawiła się w izbach choinka, która dziś stała się symbolem Świąt Bożego Narodzenia. W regionie świętokrzyskim zielone drzewko wnoszone do domów z okazji świąt nazywane było podłaźniczką i chętnie zawieszane nad stołem, czubkiem ku dołowi. Zwyczaj stawiania choinki w rogu izby, w najbardziej widocznym miejscu, pojawił się dopiero po II wojnie światowej. Na choince zawieszano cukierki, ciastka, orzechy owinięte błyszczącym papierkiem, jabłka, wycinanki, łańcuchy z kolorowego papieru, laleczki wykonane z materiału oraz przedstawienia religijne, które dołączane były do opłatka. Umieszczano też na choince świeczki. Na wierzchołku zawieszany był obrazek przed¬stawiający aniołka. Choinka była symbolem drze¬wa, które rosło w raju, a świeczki symbolizowały gwiazdy, które świeciły w chwili narodzenia Pana Jezusa.
Szczególnie ważne przed rozpoczęciem wieczerzy wigilijnej było przygotowanie stołu. Zgodnie z obowiązującymi zasadami na stole wigilijnym rozkładano najpierw siano, które przykrywane było białym obrusem. Obrus koniecznie musiał być biały, ponieważ kolor ten oznacza niewinność nowonarodzonego Dzieciątka. Siano zaś symbolizowało Stajenkę Betlejemską. Na obrusie kładziono chleb, a na nim opłatek. Często między chlebem a opłatkiem układany był nóż. Istniało przekonanie, że jeżeli leżący przy chlebie nóż pokryje się rdzą, zapowiada to nieurodzaje. Wierzono też, że jeśli chleb ten nie zostanie zjedzony w czasie świąt, będzie go w nadchodzącym roku dostatek.
Na wieczerzę wigilijną przygotowywano siedem, dwanaście lub trzynaście potraw, aby upamiętnić dwunastu apostołów. Przy stole wigilijnym zostawiano wolne miejsce, talerz, łyżkę i opłatek. Istniało wierzenie, że tej nocy chodzi po świecie Pan Jezus ze św. Szczepanem. Pozo-stawione wolne miejsca są przeznaczone dla nich albo też dla kogoś zmarłego z rodziny, a także dla spóźnionych na wieczerzę osób i wszystkich, którzy nie mogli przyjechać na wigilię. W ten dzień każdego głodnego i spragnionego trzeba było nakarmić i napoić.
Wigilia do dziś uważana jest za bardzo ważny dzień dla rodziny. Do dziś istnieje przekonanie, że jaka będzie wigilia Bożego Narodzenia, taki będzie cały nadchodzący rok. Trzeba więc było wstać rano i wykonać swoje prace jak najlepiej. Nie wolno było się kłócić, płakać i bić dzieci. Zachowywano się uroczyście, pobożnie i spokojnie. Nie wolno było nic pożyczać, gdyż cały następny rok nie miałoby się nic swojego. Wieczerza wigilijna była pierwszym posiłkiem tego dnia, szczególnie dla osób dorosłych. Dzieci mogły zjeść pieczone w popiele pieca ziemniaki. Obowiązywał post, nie wolno było pić mleka, jeść tłustych potraw, mięsa i jego przetworów, jaj oraz ciasta. Zabronione było wykonywanie ciężkich prac, można było wykonywać tylko te, które są konieczne do przygotowania wieczerzy.
Zwracano baczną uwagę na to, kto pierwszy wejdzie do izby w Wigilię albo w pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Szczególnie było to ważne, gdy krowa miała właśnie się ocielić - jeżeli była to kobieta, wierzono, że urodzi się jałówka, jeżeli mężczyzna - to będzie byczek. Jeśli w wigilię przyszła do domu kobieta, która nie należała do rodziny, oznaczało to jakieś nieszczęście. Najlepiej jednak było nie składać wizyt i nie zaglądać do sąsiadów przed pierwszą gwiazdką rozpoczynającą wieczerzę. Mogło to bowiem przynieść nieszczęście. W dzień wigilijny można też było zapewnić sobie szczęście, zdrowie i bogactwo w nadchodzącym roku. Aby być zdrowym przez cały rok, w wigilię nie wolno było się przeziębić. W czasie świąt do wody przygotowanej do mycia dodawano trochę wody święconej. Ludzie, którzy chcieli zapewnić sobie majątek, nosili przy sobie w wigilię pieniążek. Aby być bogatym i pięknym zarazem można było umyć się o północy z piątku na sobotę w miednicy z zimną, czystą wodą, do której wrzucone były drobne monety.
Na wieczerzę wigilijną należało zaprosić i ugościć ludzi, którzy nie mają rodzin. Jednak nie można było przyjąć gościa do stołu wigilijnego wtedy, gdy ktoś z rodziny w danym roku umarł. Wierzono, że zmarli krewni przychodzą na wieczerzę wigilijną i pozostają w izbie całą noc. To dla nich zostawiano przy stole wolne miejsce. Na ich przyjście oraz nocne odwiedziny Pana Jezusa przygotowywano izbę po wieczerzy wigilijnej. Rozkładano w tym celu na stole biały obrus, zostawiano chleb, opłatek i nóż oraz naczynia z potrawami. Wierzono, że Pan Jezus w nocy kroi sobie kromkę chleba. Rano jednak nie widać tego, chleb bowiem zaraz odrasta.
Wieczerzę wigilijną rozpoczynano, gdy pojawiła się na niebie pierwsza gwiazdka. Przed wieczerzą wszyscy odmawiali modlitwę albo czytany był fragment Ewangelii. Następnie gospodarz (albo najstarsza osoba w rodzinie) łamał się opłatkiem z osobami uczestniczącymi w wieczerzy wigilijnej. Przestrzegano przy tym zasad starszeństwa. Najmłodszy z rodziny dostawał opłatek ostatni. Przy łamaniu się opłatkiem składano sobie życzenia. Szczególną moc miały życzenia składane na początku wieczerzy wigilijnej w chwili łamania się opłatkiem. Wierzono, że na pewno się spełnią. Następnie wszyscy zasiadali do stołu. Pierwszą potrawą była ryba. Istniała zasada, że każdy z uczestników wieczerzy powi¬nien spróbować wszystkich potraw, aby niczego nie brakowało w nadchodzącym roku. Przy wieczerzy wigilijnej należało zachowywać się spokojnie i cicho.
W czasie wieczerzy wigilijnej albo przed jej rozpoczęciem, gospodyni odkładała część każdej potrawy dla Boga, dla niespodziewanego i nieznajomego gościa, dla zwierząt. Strawę dla bydła, resztki z wieczerzy oraz opłatek zawinięty w chleb gospodarz zanosił zwierzętom zaraz po wieczerzy wigilijnej lub rano w dzień Bożego Narodzenia na pamiątkę tego, że Pan Jezus urodził się w otoczeniu zwierząt. Wierzono, że opłatek zapobiega chorobom bydła. Uważano, że bydło szczególnie narażone było na działanie czarownic, czemu zapobiec miało właśnie karmienie go opłatkiem. Opłatek dawano też psu. Opłatek dla zwierząt był w kolorze czerwonym lub zielonym. Dbano o to, by w wigilię w stajni było świeżo posłane, w żłobie było pełno siana. Wierzono, że zwierzęta rozmawiają o północy ludzkim głosem. Resztki z potraw wigilijnych zanosił gospodarz również dla psa i dla ptaków domowych.
Po wieczerzy wigilijnej obowiązkiem było uczestniczenie w Pasterce. W drodze do kościoła i z kościoła po Pasterce należało jednak iść spokojnie i wolno. Wierzono, że jeśli ktoś upadnie, przewróci się na lodzie lub śniegu, to będzie chorował, a nawet może umrzeć w nadchodzącym roku. Z tego też powodu nie wolno było przez całą drogę powrotną oglądać się za siebie.
Szczególne zadanie mieli do spełnienia w noc wigilijną kawalerowie. Po wyjściu z Pasterki, a tak naprawdę jeszcze w jej trakcie, chowali oni narzędzia rolnicze gospodarzom, którzy mieli córki na wydaniu. W niektórych wsiach wciągano nawet wóz drabiniasty na dach, zamieniano konie po to, aby spowodować ich zdrowie oraz urodzaje w nadchodzącym roku gospodarskim, powodzenie w hodowli oraz nadmiar prac polnych kojarzony z wysokimi plonami. Do najbardziej popularnych zwyczajów należało malowanie w noc wigilijną wapnem okien w tych domach, w których mieszkały panny. Było to traktowane jako zapowiedź rychłego ich zamążpójścia.
W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia istniał zakaz odwiedzania sąsiadów i nawet najbliższych krewnych, ponieważ uważane to było za grzech. Dzień ten należało spędzać we własnej rodzinie. Wyjątkiem było odwiedzanie tych krewnych i sąsiadów, z którymi trwały kłótnie. Aby przerwać konflikty należało złożyć im wizytę właśnie w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. Oprócz uczestniczenia w mszy świętej niczego w zasadzie nie wolno było robić. I tak nie wolno było sprzątać, ścielić łóżek, szyć, zamiatać, rąbać drewna, ale też leżeć i jeść za dużo. Nie wolno też było gotować, obierać kartofli, urządzać zabaw i wesel. Można było wykonać to, co konieczne w domu i gospodarstwie, ale nic więcej.
W drugi dzień świąt ksiądz święcił owies w kościele i był nim obsypywany przez wiernych. Po mszy owsem obsypywali się znajomi gospodarze, a najczęściej chłopcy i dziewczęta. Dopiero w dzień św. Szczepana można było posprzątać izbę po wieczerzy i pierwszym dniu świąt oraz zlikwidować niektóre elementy jej wystroju świątecznego. Zależało na tym szczególnie pannom, gdyż w drugi dzień świąt od rana zaczynali chodzić po wsi kolędnicy. Przedstawiali oni sceny z Herodem, śpiewali kolędy i składali życzenia gospodarzom. Jeśli izba do ich przyjścia nie była posprzątana, to bardzo źle świadczyło o dziewczynie.

Opracowała Barbara Jankowska
Głównie na podstawie pracy Kultura obyczajowa mieszkańców wsi kieleckiej XIX i XX wieku, Kielce 1995, w konsultacji z autorką – prof. dr hab. Haliną Mielicką.


Pozostała bibliografia:

1. Halina Mielicka, Kultura obyczajowa mieszkańców wsi kieleckiej XIX i XX wieku, Kielce 1995
2. Oskar Kolberg, Dzieła wszystkie, Lud, Kieleckie, T. 18, część I, Kraków 1885
3. Józef Szczypka, Kalendarz Polski, Warszawa 1984
4. Irena Kubiak, Krzysztof Kubiak, Chleb w tradycji ludowej, Warszawa 1981
5. Władysław Siarkowski, Materiały do etnografii ludu polskiego z okolic Kielc, Kielce 2000
6. Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce, wiek XVI-XVIII, T II, Warszawa 1976
7. We włościańskim Mniowie, pod redakcją Eugeniusza Kosika, Kielce 1999
8. Eugeniusz Frankowski, Kalendarz obrzędowy ludu polskiego, Warszawa 1928
9. Zofia Kossak, Rok Polski – obyczaj i wiara, Warszawa 1974
10. Janusz Kamocki, Od andrzejek do dożynek, Warszawa 1986
11. Małgorzata Drozd-Piasecka, W. Paprocka, W kręgu tradycji i sztuki ludowej, Warszawa 1985

Zobacz lekcję internetową w zakładce "E-learning"
Zobacz również

UEsporrwdkLicznik odwiedzin: 6523301
Projekt Modernizacja WDK w celu dostosowania do pełnienia funkcji nowoczesnego centrum
kultury nr Z/2.26/I/1.4/485/05, współfinansowany z Unii Europejskiej ze środków Europejskiego
Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego